Epidemia wyszła poza elitę ultra
Hiponatremia związana z wysiłkiem była przez lata traktowana jako choroba nielicznych - elitarnych zawodników na dystansach ultra, którzy spędzają na trasie wiele godzin. Tim Noakes, autor książki "Waterlogged: The Serious Problem of Overhydration in Endurance Sports", pokazuje w dziesiątym rozdziale, że to się dawno zmieniło: ten sam mechanizm dotarł do zwykłego Ironmana, do kanionów, dżungli i boisk futbolu amerykańskiego.

Hilary Bellamy i wahadło ACSM
Hilary Bellamy trenowała do swojego pierwszego maratonu, Marine Corps Marathon w 2002 roku, dokładnie według ówczesnych zaleceń: pij, zanim poczujesz pragnienie. Upadła przy 33. kilometrze. Dotarcie do szpitala zajęło 2 godziny, gdzie dostała kroplówkę izotoniczną (0,9% NaCl) z diagnozą „udar cieplny” - błędne leczenie, które tylko pogłębiło problem. Jej sód we krwi wynosił 123 mmol/l. Doszło do obrzęku mózgu, a po około 30 godzinach - do śmierci mózgu. Poziom wazopresyny (6,7 pg/ml) potwierdził zespół nieadekwatnego wydzielania tego hormonu (SIADH). Zrobiła dosłownie wszystko zgodnie z radami, jakie wtedy dostawała.

Wykres epidemii i sprzedaży napojów
Skumulowana liczba zgłoszonych przypadków hiponatremii i hiponatremii z obrzękiem mózgu na świecie przekroczyła do 2010 roku 1600, w tym 12 zgonów. Krzywa wyraźnie przyspiesza po 1984 roku - dokładnie wtedy, gdy zaczęły się szerzyć wytyczne zachęcające do picia znacznie ponad pragnienie. Drugi wykres, sprzedaży Gatorade, pokazuje wzrost do 18 miliardów dolarów w 2006 roku - niemal identyczny kształt krzywej.

Korelacja czasowa sama w sobie nie dowodzi przyczyny - ale kierunek, w którym poszło wahadło opisane przez Suttona, zgadza się z tym wykresem niemal co do roku.
Amatorzy, Houston, Spartathlon
W 1986 roku, w Pittsburghu, choroba dotąd kojarzona wyłącznie z dystansami ultra trafiła do zwykłego amatora biegnącego swój pierwszy maraton - zawodnik z numerem startowym 6147 dotarł do mety po 5,5 godziny, mijając po drodze 16 stacji z wodą, i skończył z hiponatremią i obrzękiem mózgu.

W Houston w 2000 roku na mecie odnotowano 21 przypadków. Program treningowy dla początkujących uczył wprost: pij, aż twój mocz będzie czysty - 53% chorych trenowało właśnie według tego agresywnego schematu. Ryzyko okazało się 7 razy wyższe u tych, którzy stracili mniej niż 0,75 kilograma masy ciała. Dodanie soli do napoju nic tu nie pomogło.

Na dystansie 246 kilometrów Spartathlonu z Aten do Sparty w 2001 roku aż 9 z 39 zbadanych zawodników miało ciężką hiponatremię - mimo dystansu, który wymaga biegu również nocą, w znacznie chłodniejszych warunkach. Na Comrades w kolejnych latach lat 80. odnotowywano od 6 do 34 takich przypadków na mecie w jednym wyścigu. Wspólnym mianownikiem wcale nie była pogoda, tylko dogmat picia.

Wojsko reaguje pierwsze
Amerykańskie wojsko odnotowało w latach 80. i 90. aż 125 hospitalizacji z powodu hiponatremii z obrzękiem mózgu, w tym co najmniej 4 zgony - około 19 przypadków rocznie. Wynikało to bezpośrednio z wojskowej doktryny „woda jako broń taktyczna”: w upale powyżej 30 stopni żołnierz miał pracować 20 minut, potem 40 minut odpoczywać i nawadniać się, pijąc ponad 1,89 litra na godzinę - to był rozkaz, nie sugestia. Problem w tym, że żołnierze nie dostawali udaru cieplnego od zbyt małej ilości wody. Dostawali przelewu.

Armia zareagowała szybciej niż cywilny świat sportu: w kwietniu 1998 roku wprowadzono nowe limity - maksymalnie 1400 mililitrów na godzinę i 11,4 litra dziennie, czyli praktyczny powrót do logiki sprzed reform lat 60. Największy spadek przypadków odnotowano w Fort Benning, centrum szkolenia piechoty. Pułkownik Gardner napisał później wprost: kolejny zgon żołnierza to już wina systemu, nie przypadku - każda hospitalizacja musi być traktowana jak sygnał alarmowy, nie odosobniony wypadek.

Kanion, dżungla, marsze i futbol
W Wielkim Kanionie w Arizonie, w latach 90., lekarz Backer i jego współpracownicy leczyli 11 przypadków hiponatremii związanej z wysiłkiem - i ani jednego udaru cieplnego, mimo że piechurzy szli w temperaturze 35-40 stopni. Autorzy napisali wprost: hiponatremia jest u nich częstsza niż udar cieplny i to najczęstsza poważna choroba związana z wysiłkiem w upale. W kanionie walczono więc z niewłaściwym wrogiem - to nie słońce było zagrożeniem, tylko butelka wody w plecaku. Dokładnie ten sam profil ryzyka co u Cynthii Lucero, tylko bez numeru startowego.
Na szlaku Kokoda w Papui-Nowej Gwinei, liczącym 96 kilometrów przez góry, liczba turystów wzrosła z 76 w 2001 roku do ponad 5600 w 2008 roku. Boom trekkingu przyniósł ze sobą wolne tempo i przekonanie, że warto nieść ze sobą dużo wody „na wszelki wypadek” - czyli dokładnie te same warunki, które sprzyjają przelaniu się wodą.

Ten sam wzorzec - przyrost masy ciała, dużo wypitego płynu, długi czas trwania wysiłku - pojawił się też na marszach w Nijmegen w Holandii (45 tysięcy uczestników rocznie), wśród żołnierzy przed pływaniem w Izraelu i podczas kolarstwa spinningowego w Szwecji. Choroba nie wybiera dyscypliny.

Nawet futbol amerykański nie był bezpieczny. W sierpniu 2008 roku Patrick Allen, nastoletni futbolista z Kalifornii, zmarł po wypiciu wody i napoju sportowego, które miały pomóc mu na skurcze mięśni - eksperci radzili mu wtedy po prostu więcej tego samego. Jego ojciec powiedział później: myślisz, że robisz wszystko dobrze. To zdanie mogłoby być mottem całej książki.

Mit odwodnienia jako śmiertelnego wroga
Czy ktoś kiedykolwiek udowodnił, że samo odwodnienie zabija sportowca? Nie. Endokrynolog Joseph Verbalis stwierdził wprost: hiponatremia związana z wysiłkiem to największe zagrożenie zdrowotne dla sportowców wytrzymałościowych - nie odwodnienie. Noakes przeszukał dostępne raporty medyczne i nie znalazł ani jednej udokumentowanej śmierci sportowca, w której wyłączną, potwierdzoną przyczyną było odwodnienie, ani jednego dowodu na to, że samo odwodnienie wywołuje udar cieplny.

Epicentrum epidemii na wykresie jest zresztą wymowne: 55% wszystkich zebranych przypadków pochodzi z Ironmana na Hawajach, 28% od biegaczy, 14% z wojska, reszta to kolarstwo, wędrówki i inne dyscypliny. To nie jest mapa gatunku ludzkiego, który ewolucyjnie zawiódł w starciu z upałem - to mapa kultury picia. Człowiek nie jest „słonym stworzeniem” skazanym na katastrofę, tylko ssakiem od dawna przystosowanym do biegania w upale przy niewielkiej ilości wody. Ta epidemia była jatrogenna - wywołana przez porady lekarzy i marketing, nie przez ewolucję. W następnym artykule zobaczymy, dlaczego tak łatwo dochodziło do błędów w leczeniu: dwóch lekarzy, jeden wyścig i ponad 40 litrów wody wypitych razem na trasie - jeden dostał słoną kroplówkę i wrócił do pracy następnego dnia, drugi zwykłą izotoniczną i spędził 5 dni w śpiączce.


















































































