Udar cieplny to nie odwodnienie
Tim Noakes, lekarz i fizjolog wysiłku, autor książki „Waterlogged: The Serious Problem of Overhydration in Endurance Sports”, poświęca piąty rozdział sprawdzeniu na twardych danych łańcucha, który leży u podstaw całego marketingu napojów sportowych: utrata wody podnosi temperaturę ciała, temperatura powyżej 42 stopni grozi udarem cieplnym, więc trzeba pić maksymalnie dużo. Gisolfi i inni badacze związani z przemysłem napojów sportowych powtarzali ten łańcuch przez dekady jako oczywistość. Noakes zadaje jedno proste pytanie: jeśli to prawda, to gdzie są ciała?

Sześć na tysiące: jak rzadki jest udar u maratończyków
W całej literaturze medycznej, do której dotarł Noakes, udało mu się znaleźć może 6 opisanych przypadków udaru cieplnego u maratończyków - a część z nich jest wątpliwa. Dla porównania: w innych dyscyplinach sportowych opisano tysiące takich przypadków. Sam symbol tego mitu, brytyjski maratończyk Jim Peters, stracił przytomność na trasie w Vancouver w latach 50., ale jego temperatura ciała po upadku wynosiła około 39 stopni, nie 42 - i przeżył bez agresywnego chłodzenia, podczas gdy prawdziwy udar cieplny bez natychmiastowego chłodzenia zwykle kończy się śmiercią.

Lekarz William Roberts, który przez 24 lata obserwował maraton Twin Cities i ponad 150 tysięcy finiszerów, odnotował w tym czasie tylko jeden przypadek udaru cieplnego - jeden na 600 tysięcy godzin biegu maratońskiego.
Gdzie są ciała? Odwrócona logika epidemii
Przed latami 70. biegaczom powszechnie mówiono: nie pij w maratonie. Po wprowadzeniu gęstych stacji wodnych w latach 80. zaczęto zalecać coś odwrotnego: pij dużo. Gdyby brak picia rzeczywiście powodował udary cieplne, epidemia powinna była wystąpić przed zmianą zasad, a ucichnąć po niej. W rzeczywistości jest dokładnie na odwrót.

Melbourne: połowa biegaczy nie piła, zero udarów
Najlepszym dowodem terenowym jest maraton w Melbourne, w którym połowa zawodników w ogóle nie piła na trasie. Wynik: zero udarów cieplnych, zero problemów z sercem czy nerkami. Jedyne odnotowane dolegliwości to zwykłe kontuzje kolan i stóp, znane z każdego biegu długodystansowego, niezależnie od tego, ile ktoś wypił.

Krótki, szybki bieg jest groźniejszy niż maraton
Noakes zebrał z literatury tabelę obejmującą prawie 2000 przypadków udaru cieplnego u biegaczy i żołnierzy. Wynik jest zaskakujący: 90 procent udarów cieplnych wystąpiło po przebiegnięciu mniej niż 20 kilometrów, a aż 44 procent po mniej niż 10 kilometrach. Na Falmouth Road Race, wynoszącym zaledwie 11 kilometrów, odnotowano 9 przypadków w jednym roku. Na mistrzostwach kraju w Kapsztadzie, na dystansie 12 kilometrów, Noakes zaobserwował 4 przypadki podczas jednego biegu. Krótki, intensywny wysiłek - to tam, nie po czterech godzinach na trasie maratonu, gdzie realnie dochodzi do udarów.

Brak dowodu, że poszkodowani są bardziej odwodnieni
Żadne badanie nie pokazało, że osoba, u której doszło do udaru cieplnego, straciła więcej masy ciała niż zawodnicy, którzy na tej samej trasie finiszowali zupełnie zdrowo. Dane z drugiej wojny światowej pokazują wręcz coś odwrotnego: u żołnierzy z udarem cieplnym częściej stwierdzano przewodnienie niż odwodnienie, a w izraelskiej armii odwodnienie towarzyszyło udarowi zaledwie u około 16 procent przypadków. Brytyjski lekarz wojskowy Porter napisał wprost, że doprowadzenie człowieka do stanu, w którym przestaje się pocić z powodu odwodnienia, jest w praktyce niemal niemożliwe.

Prawdziwa przyczyna: podatność, nie susza
Skoro nie odwodnienie, to co realnie wywołuje udar cieplny? Noakes wskazuje na indywidualną podatność - genetyczną, infekcyjną albo wywołaną stymulantami - w połączeniu z gwałtowną produkcją ciepła wewnątrz organizmu, a nie z awarią jego systemu chłodzenia. To tłumaczy, dlaczego pada akurat 1 zawodnik na 300 na tej samej trasie, dlaczego zdarza się to nawet w chłodny poranek, i dlaczego najczęściej po 12 kilometrach, a nie po 42. Poszkodowani zresztą wciąż zazwyczaj obficie się pocą - nie ma mowy o „wyschniętym gruczole potowym”. Model z lat 60. już to obalił: odwodnienie samo w sobie nie zatrzymuje pocenia.

Mimo to wytyczne amerykańskiego stowarzyszenia medycyny sportowej z 2007 roku nadal twierdziły, że największe ryzyko udaru pojawia się dopiero po godzinie wysiłku - dokładnie wbrew temu, co pokazują dane. Noakes szacuje śmiertelne ryzyko hiponatremii z obrzękiem mózgu u maratończyków w USA na około 1 przypadek na milion godzin biegu - a śmierć z powodu udaru cieplnego w futbolu amerykańskim zdarza się jeszcze rzadziej. Strasząc wolnego biegacza udarem cieplnym i każąc mu pić litrami, leczymy chorobę, której prawie nie ma - i tworzymy tę, która naprawdę zabiła Cynthię Lucero, maratonkę, która zmarła na obrzęk mózgu po przelaniu się wodą na mecie maratonu bostońskiego, bo bała się właśnie udaru cieplnego. W kolejnym artykule wrócimy do samych badań Roberta Cade’a - jego zawodnicy biegali dwie godziny w upale bez picia, z dobrą dawką glukozy, i żaden z nich nie doznał udaru cieplnego. Zobaczymy, co z tego wyniku zrobił później marketing Gatorade.












































































