Trzy sposoby patrzenia na to samo zjawisko
Zmęczenie to termin, którego używa każdy biegacz, ale mało kto potrafi dokładnie powiedzieć, czym ono właściwie jest. Steve Magness, autor książki „The Science of Running”, przyznaje wprost, że pełna fizjologia zmęczenia jest „ohydnie skomplikowana” - splata się w niej chemia mięśni, mechanika włókien i praca mózgu naraz. Zamiast próbować ją opisać w całości, proponuje coś bardziej praktycznego: trzy uproszczone modele, z których każdy tłumaczy zmęczenie z innej strony i każdy daje inny, konkretny zestaw narzędzi treningowych.

Żaden z tych modeli nie jest jedyną prawdą - to raczej trzy różne mapy tego samego terenu, przydatne w różnych sytuacjach.
Prawdziwy cel treningu: opóźnić moment zwolnienia
Zanim przejdziemy do samych modeli, warto zatrzymać się przy samym pytaniu, jakie Magness stawia na wstępie. Większość amatorów myśli o treningu w kategoriach „budowania formy” - jakiegoś ogólnego wzmacniania organizmu. Magness proponuje spojrzeć na to inaczej: skoro w każdym wyścigu w pewnym momencie musisz zwolnić, to prawdziwym celem treningu jest maksymalne opóźnienie tego momentu.

To pozornie drobna zmiana perspektywy ma poważne konsekwencje. Jeśli przesuniesz moment zmęczenia za linię mety, wygrywasz - niezależnie od tego, jak bardzo „zbudowana” jest Twoja forma w oderwaniu od konkretnego dystansu. Ale żeby świadomie opóźniać zmęczenie, najpierw trzeba zrozumieć, co dokładnie każe Ci zwolnić.
Mapa nie jest terenem, ale pozwala trafić do celu
Magness lubi tu przywoływać myśl Daniela Kahnemana: gdy stajemy przed trudnym pytaniem, często odpowiadamy na łatwiejsze, nie zauważając zamiany. Trudne pytanie brzmi: jak dokładnie działa fizjologia zmęczenia? Łatwiejsze - i znacznie bardziej praktyczne - brzmi: jakich uproszczonych modeli można użyć, żeby zaplanować konkretny trening?

Dlatego trzy modele, o których dalej mowa, warto traktować jak narzędzia w warsztacie trenera, a nie jak konkurujące ze sobą teorie naukowe, z których tylko jedna może być prawdziwa. Mapa nigdy nie jest identyczna z terenem, który opisuje - ale dobra mapa wystarczy, żeby dojść do celu.
Model 1: teoria produktów ubocznych
Pierwszy, najbardziej klasyczny model zakłada, że zmęczenie to efekt gromadzenia się w mięśniach „metabolicznych śmieci” - przede wszystkim jonów wodoru (H+), ale też fosforanów nieorganicznych czy amoniaku. Gdy stężenie tych substancji przekracza pewien poziom krytyczny, środowisko wewnątrz mięśnia się zakwasza i blokuje jego zdolność do skurczu.

Tutaj Magness zaznacza coś, co warto zapamiętać: kwas mlekowy, czyli mleczan, sam w sobie nie jest trucizną. Jest za to doskonałym markerem - kiedy jego stężenie rośnie, rosną też inne, faktycznie problematyczne substancje, które zakwaszają środowisko. Mleczan to tylko posłaniec, nie sprawca.
Jak trenować według modelu chemicznego
Ten model daje trzy jasne cele treningowe. Po pierwsze, zmniejszyć ogólną produkcję tych substancji - czyli stać się bardziej ekonomicznym biegaczem. Po drugie, przyspieszyć tempo ich usuwania z mięśni w trakcie samego biegu. Po trzecie, zwiększyć tolerancję na nie - nauczyć się biec efektywnie, mimo że „piecze”.

To jest dokładnie ten model, na którym opiera się większość popularnych metod treningowych - biegi progowe i interwały służą właśnie temu, żeby przesunąć próg, przy którym produkty zmęczenia zaczynają się gwałtownie kumulować. Ale to dopiero wierzchołek góry lodowej - bo chemia to niejedyny sposób, w jaki organizm decyduje o Twoim tempie.
Model 2: teoria włókien mięśniowych
Drugi model zupełnie ignoruje chemię i skupia się na mechanice oraz rekrutacji włókien mięśniowych. Wyobraź sobie, że Twoje mięśnie to zespół robotników o różnej cenie. Gdy biegniesz wolno, pracują wyłącznie najtańsi - włókna wolnokurczliwe, odporne na zmęczenie, ale niezbyt silne.

Z czasem ci tani robotnicy się męczą, więc mózg musi wezwać do pracy droższych, silniejszych kolegów - włókna szybkokurczliwe - żeby utrzymać to samo tempo. W tym modelu zmęczenie to moment, w którym kończą się wypoczęci robotnicy do wysłania - gdy większość dostępnych włókien jest już zużyta, siła skurczu spada i musisz zwolnić, choć chemicznie mięsień wcale nie musi być jeszcze „zatkany”.
Jak trenować według modelu włókien: obudzić śpiące rezerwy
Konsekwencja tego modelu jest zaskakująca: jeśli nigdy nie sprintujesz, połowa Twoich „robotników” - włókien szybkokurczliwych - śpi cały czas w barakach i nigdy nie uczy się efektywnie pracować podczas biegania. To argument przeciwko trenowaniu wyłącznie wolnym bieganiem, nawet jeśli szykujesz się do maratonu.

Stąd dwa cele treningowe w tym modelu: po pierwsze, zwiększyć pulę dostępnych włókien - włączyć leniwe, szybkokurczliwe włókna do rotacji za pomocą sprintów i treningu siłowego. Po drugie, wydłużyć wytrzymałość tych już zrekrutowanych włókien, żeby potrafiły pracować dłużej niż tylko kilka sekund. Krótko mówiąc: sprinty pomagają w maratonie, bo dają Ci dodatkowych, świeżych pracowników na samą końcówkę wyścigu.
Model 3: zintegrowany model, w którym rządzi mózg
Trzeci model idzie o krok dalej i twierdzi, że ani jony wodoru, ani uszkodzenia włókien, ani temperatura ciała same w sobie nie są przyczyną zmęczenia - są jedynie informacją, którą organizm wysyła do mózgu. To mózg, pełniący rolę centralnego zarządcy, decyduje ostatecznie, czy pozwolić Ci kontynuować w danym tempie.

Mózg działa tu jak termostat bezpieczeństwa. Kiedy widzi, że temperatura rośnie zbyt szybko albo że „kwas” zalewa mięśnie, uznaje sytuację za potencjalnie niebezpieczną i po prostu ogranicza rekrutację włókien mięśniowych - niezależnie od tego, jak bardzo chcesz biec szybciej. Zwalniasz więc nie dlatego, że mięsień dosłownie „padł”, tylko dlatego, że mózg woli go ochronić przed realnym uszkodzeniem.
Jak trenować układ nerwowy: negocjacje z własnym mózgiem
Skoro to mózg podejmuje decyzję o zwolnieniu na podstawie sygnałów, które uznaje za niebezpieczne, trening w tym modelu sprowadza się do dwóch celów. Pierwszy to opóźnienie samego sygnału alarmowego - im wolniej narastają „złe” substancje, tym później mózg dostaje raport o zagrożeniu.

Drugi cel jest bardziej subtelny: zwiększenie tolerancji poprzez, mówiąc wprost, oszukanie mózgu. Regularnie trenując w dyskomforcie, stopniowo udowadniasz własnemu układowi nerwowemu, że wysoki poziom zmęczenia czy „kwasu” jest bezpieczny - i za każdym razem przesuwasz granicę, przy której mózg zaczyna panikować i odcina zasilanie. W tym sensie trening to w dużej mierze negocjacje z własnym układem nerwowym, nie tylko praca nad mięśniami.
Kompletny biegacz: trzy modele naraz
Magness podsumowuje to wszystko jedną, ważną myślą: nie ma większego znaczenia, który z tych trzech modeli jest w stu procentach naukowo prawdziwy. Liczy się to, że każdy z nich daje inny, konkretny zestaw narzędzi treningowych - a te narzędzia realnie działają, niezależnie od tego, który mechanizm faktycznie stoi za nimi w danym momencie.

Model produktów ubocznych mówi: rób biegi progowe i interwały. Model włókien mięśniowych mówi: rób sprinty i trening siłowy. Model mózgowy mówi: trenuj w dyskomforcie, żeby przesunąć granicę bólu. Dopiero połączenie tych trzech podejść buduje kompletnego biegacza - takiego, który jest jednocześnie ekonomiczny chemicznie, silny mechanicznie i odporny mentalnie. Zostaje jednak pytanie, czy te same trzy modele liczą się tak samo na każdym dystansie - czy maratończyk musi martwić się dokładnie o to samo, co biegacz na 800 metrów. O tym, jak zmienia się dominujący model zmęczenia w zależności od dystansu, opowiada kolejny artykuł.






















































