Śmierć nudnych wybiegań: jak biegać bazę, żeby nie zamulać
Steve Magness bierze na warsztat 80% treningu, które zajmuje spokojne bieganie i objętość. Zasada 10% tygodniowego przyrostu kilometrażu to mit, bo zakłada, że wszyscy zaczynają z tego samego punktu - w zamian proponuje zasadę terytorium znanego (można szybko wracać do objętości, którą organizm już zna) i nieznanego (przy nowych pułapach trzeba być ostrożnym). Split recovery runs, czyli dzielenie dziennego kilometrażu na dwa krótsze biegi zamiast jednego długiego, może dawać dwa osobne wyrzuty hormonu wzrostu i mniej obciążać zapasy glikogenu na raz. Najważniejsza część to cztery rosnące poziomy "dodatku" do nudnego wybiegania, żeby układ nerwowy nie zasypiał: przebieżki (strides) po treningu, zrywy (surges) wplecione w trakcie biegu bez zatrzymywania się, mocne końcówki (efekt "konia czującego stajnię") i pełne biegi progresywne od bardzo wolna do tempa maratońskiego. Razem budują "wielokierunkową bazę" zamiast samego kilometrażu.