Dylematy codzienności: rano czy wieczorem i dlaczego warto biegać na głodzie
Steve Magness schodzi z poziomu sezonu na poziom pojedynczego dnia treningowego. Spór "raz czy dwa razy dziennie" (szkoła Lydiarda kontra szkoła kenijska) rozstrzyga pytaniem o cel: budowa bazy wymaga jednego długiego biegu, regeneracja - dwóch krótszych (split recovery runs), bo dają lżejsze obciążenie mechaniczne, łatwiejsze uzupełnienie glikogenu i podwójny wyrzut hormonu wzrostu. Osobna, mocniejsza strategia to "Train Low" - drugi trening tego samego dnia wykonywany ze zubożonymi zapasami glikogenu, co aktywuje ścieżki sygnałowe AMPK i MAPK, zmuszając komórki do budowy nowych mitochondriów i nauki spalania tłuszczu (badania Hansena 2005 i Yeo 2008 potwierdzają lepsze adaptacje enzymatyczne, choć sam wynik sportowy poprawiał się podobnie w obu grupach). Dla amatora prostszą wersją tej strategii jest poranny bieg na czczo, wykorzystujący naturalne zużycie glikogenu w wątrobie podczas snu - ale to narzędzie ostrzegawcze, którego nie wolno nadużywać. Całość spina zasada Bowermana: regeneracja musi być proporcjonalna do stresu, więc po dniu "na głodzie" musi przyjść dzień wyraźnie luźniejszy.